logo
  • BIO
  • NOWE
  • REPO
  • STREET
  • PODRÓŻE
  • WARSZTATY
  • PUBLIKACJE
    • KSIĄŻKI
  • BLOG
  • SHOP
    • Travel
    • Cycling
    • Landscape
    • Portrait
    • Photo – workshop
    • —————
    • Polityka prywatności
    • Regulamin zakupów
    • Twoje konto
logo
0
  • BIO
  • NOWE
  • REPO
  • STREET
  • PODRÓŻE
  • WARSZTATY
  • PUBLIKACJE
    • KSIĄŻKI
  • BLOG
  • SHOP
    • Travel
    • Cycling
    • Landscape
    • Portrait
    • Photo – workshop
    • —————
    • Polityka prywatności
    • Regulamin zakupów
    • Twoje konto
Share
Date 15 czerwca 2001
Author Piotr Trybalski
Categories Madagaskar

Madagaskar: 30 km na południe od Zwrotnika Koziorożca

13 czerwca około 12.00 wyjechaliśmy z Tany (tak Malgasze nazywają swoją stolicę, Antananarivo). Wąska, ale dobrze utrzymana nitka asfaltu prowadziła nas dokładnie na południe.

Krajobraz, początkowo dosyć monotonny, pofałdowany, porośnięty półsuchą roślinnością i pojedynczymi drzewami, z każdym kilometrem zmieniał się na bardziej urozmaicony. Systematycznie wdrapywaliśmy się coraz wyżej i wyżej. Dookoła pogrążone w chmurach szczyty uświadomiły nam, jak wysoko sięgają. Będąc w Tatrach, widzi się ostre granie, grzędy skalne na wysokościach około 2000 metrów. Tutaj na tej samej wysokości rośnie wilgotny las tropikalny. Wrażenie pogłębiały przepastne doliny, wodospady i ogromne rzeki. Odbiliśmy delikatnie na wschód i droga zamieniła się w klasyczną serpentynę. Niestety, musieliśmy zmniejszyć prędkość jazdy. Wieczorem zaczęło padać i postanowiliśmy poszukać noclegu.

Piszę „wieczorem”, a w rzeczywistości była to godzina 17.30. O tej bowiem porze na niskich szerokościach geograficznych robi się ciemno. Zmrok zapada tutaj dosłownie w kilka minut. Nasze perswazje, prośby i inne argumenty nie zrobiły najmniejszego wrażenia na kierowcach. Uparcie twierdzili, że nie będą jeździli po zapadnięciu zmroku. Obawiali się napadów, które czasami zdarzają się na Madagaskarze. Chcąc nie chcąc, musieliśmy zatrzymać się na nocleg. A byliśmy dopiero ok. 200 km od Tany! Planowaliśmy dotrzeć do miejscowości Ranomafana i parku narodowego, znajdującego się w tamtej okolicy. Zabrakło 170 km.

Następnego dnia wyruszyliśmy o 5 rano. Zaczęło świtać, kiedy trzy auta, załadowane aż po dach, mknęły drogą przez dżunglę, kierując się dokładnie na wschód. Po kilkudziesięciu kilometrach całkiem niezłej jazdy dotarliśmy do pierwszego „odcinka specjalnego”. Nagle asfalt urwał się jak odcięty nożem i droga zamieniła się w zwykłą ziemną, utwardzoną nawierzchnię. Niestety, utwardzenie było jedynie symboliczne, bowiem już po chwili okazało się, że ciężarówki skutecznie rozjeździły całą drogę i nasz przejazd przypominał zawody samochodów terenowych. Myślę, że nasi kierowcy nie mają się czego wstydzić, radzili sobie wyśmienicie. Odcinek długości 40 km przejechaliśmy w prawie 3 godziny… W międzyczasie lunęło i zanim dojechaliśmy do parku Ranomafana, z nieba spadały całkiem pokaźne potoki deszczu. W tych okolicznościach zwiedzanie parku, którego atrakcją jest głównie 12 gatunków lemurów, stało się bezsensowne. W deszczu nie mieliśmy szans zobaczenia czegokolwiek, dlatego po posiłku zdecydowaliśmy się na dalszą jazdę.

Po kilkunastu kilometrach przejechaliśmy przez przełęcz i zaczęliśmy zjeżdżać w kierunku wschodniego wybrzeża. Powoli pogoda polepszała się. Im byliśmy niżej, tym mniej było wilgotnych lasów, a więcej otwartych przestrzeni tworzących wielkie łąki, coś jak bieszczadzkie połoniny.

Zapadła ciemność, kiedy dotarliśmy do Manakary, miasta na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego. Kierowaliśmy się do dzielnicy Manakara Be, gdzie – jak podają przewodniki – znajduje się najwięcej tanich i przytulnych nadmorskich hotelików. Bez większego problemu znaleźliśmy coś na wzór kempingu, prowadzonego przez… dwóch Europejczyków. Zakwaterowanie dostaliśmy w bungalowach i po rozładunku aut udaliśmy się na kolacje. Tego wieczora pierwszy raz mogliśmy posmakować langusty!

Fenomenalne, że krajobraz na przestrzeni tych 500 km, które przejechaliśmy, zmienił się aż trzy razy. Teraz dookoła panowały sucholubne zarośla kolczaste, ogromne agawy, palmy i pojedyncze skupiska drzew. Jeszcze kilka godzin temu staliśmy zmoknięci w środku wilgotnej dżungli, teraz wsłuchiwaliśmy się w szum fal oceanu.

Podczas dyskusji w czasie kolacji okazało się, że część osób nie ma zbytniej ochoty na dalszą podróż na południe. Chcą jechać z powrotem. Dyskusja trwała długo. Formuła wyjazdu od początku była dosyć luźna, więc większego problemu nie było. Poruszanie się trzema autami gwarantowało niezależność. W końcu ustaliliśmy, że jeden samochodów wraz z piątką osób wróci na północ. Ponowne spotkanie ustaliliśmy na 19 czerwca, w okolicy parku narodowego Isalo, po drugiej, zachodniej stronie wyspy, w miejscu, z którego planowaliśmy obserwować zaćmienie. W ten sposób pozostało nas 11 osób w dwóch samochodach. Jutro rano zamierzaliśmy wyruszyć w dalszą drogę, na południe, w malaryczny obszar, najmniej ucywilizowany, do którego biali turyści nigdy się nie zapuszczają. W oczach kierowców nasza wyprawa urosła do rangi ekspedycji. Jak sami powiedzieli, nikt z ich dotychczasowych klientów nigdy nie zdecydował się jechać w tamte rejony.

Manakara, 15.06.2001

TAGS Madagaskar
Prev Post
Madagaskar: w stolicy Czerwonej Wyspy
Next Post
Madagaskar: aktywny dzień na Mauritiusie

Related

Warsztaty fotograficzne w roku 2018
Adobe LightroomIslandiaKubaMadagaskarWarsztaty fotograficzneWietnam
Warsztaty fotograficzne w roku 2018
I wreszcie Madagaskar!
fotowyprawaMadagaskar
I wreszcie Madagaskar!
Zapisy na warsztaty fotograficzne w 2026 roku
Aktualności
Zapisy na warsztaty fotograficzne w 2026 roku
Footer image
Piotr Trybalski - fotograf, pisarz, reporter
Cześć, nazywam się Piotrek Trybalski, zajmuję się tym, co w mowie angielskiej określa się mianem “photojournalism”, zaś w naszej – fotografuję i piszę, zazwyczaj w podróży. Wiele lat temu stworzyłem OnetPodróże, pisałem i fotografowałem m.in dla: “Outside”, „Polityka”, “Przekrój” „National Geographic”, National Geographic Traveler, „Podróże”, „Focus Historia”, „Magazynu Górskiego”, „Ski”, “Witaj w podróży”. Jestem autorem książek, m.in. „Fotograf w podróży”, “Podróże z Adrenaliną”, “Ja, pustelnik“, "Gdyby to nie był Everest,,,", prowadzę warsztaty fotograficzne i fotowyprawy.
©2026 PIOTR TRYBALSKI
Moja nowa książka
Andrzej Zawada himalaista biografia

Leszek Cichy zimowy Everest

Zimowa wyprawa na K2 Polska



Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.
Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.
Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.
Pod moją redakcją

Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.

Drag to scroll

Dismiss
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.Zamknij