logo
  • BIO
  • NOWE
  • REPO
  • STREET
  • PODRÓŻE
  • WARSZTATY
  • PUBLIKACJE
    • KSIĄŻKI
  • BLOG
  • SHOP
    • Travel
    • Cycling
    • Landscape
    • Portrait
    • Photo – workshop
    • —————
    • Polityka prywatności
    • Regulamin zakupów
    • Twoje konto
logo
0
  • BIO
  • NOWE
  • REPO
  • STREET
  • PODRÓŻE
  • WARSZTATY
  • PUBLIKACJE
    • KSIĄŻKI
  • BLOG
  • SHOP
    • Travel
    • Cycling
    • Landscape
    • Portrait
    • Photo – workshop
    • —————
    • Polityka prywatności
    • Regulamin zakupów
    • Twoje konto
Share
Date 3 października 2002
Author Piotr Trybalski
Categories Wenezuela

Tepui 2002: „Maniana” nie zawsze znaczy jutro…

Czwarty dzień, chyba za karę, siedzimy w Caracas. Okazało się, że „jutro” jest pojęciem względnym. Motolotnia w dalszym ciągu przebywa w cargo…

Dokumenty mamy w porządku, ale… no właśnie. Jesteśmy chyba za mało wiarygodni dla celników, bowiem zażyczyli sobie kaucji wwozowej w wysokości 3000 dolarów. Kaucja niby zwrotna, ale nie ma na to 100% pewności. Co najważniejsze – taką gotówką nie dysponujemy. Negocjacje trwają codziennie od godzin porannych. Zobaczymy jaki odniosą skutek. Świadomość faktu, iż motolotnia jest dla nas najważniejszym wyposażeniem, bez którego plany wyprawy nie zostaną zrealizowane, przeraża nas do tego stopnia, ze jesteśmy zdecydowani poruszyć niebo i ziemię, aby udało nam się wyjść z tego pojedynku z biurokracją i łapówkarstwem z tarczą. Ambasada na szczęście pomaga nam w naszych zmaganiach z „siłą wyższą”. A pomyśleć, że wyprawa tak na prawdę się jeszcze nie rozpoczęła…

Wczoraj i dzisiaj mieliśmy sporo czasu wolnego. Powoli przyzwyczajamy się do Caracas, do ludzi, do huku, tłoku i gorąca. Codziennie po południu nasze rozemocjonowane głowy chłodzi równikowy deszcz. Z regularnością szwajcarskiego zegarka, ok. godz. 17 z nieba spadają potoki deszczu. Niesamowite, w ciągu kilku minut ulice zmieniają się w rwące potoki, woda sięga do połowy kół samochodów, z okolicznych wzgórz spływają potoki błota. Mieszkańcy miasta jakby tego nie zauważają, życie toczy się dalej; co niektórzy chowają się pod parasolami i w bramach. Kilkanaście minut i wszystko cichnie, woda znika, powietrze, gęste od pary ponownie ogrzewa się. Te deszcze to chwile wytchnienia od całodziennego upału pozwalają nam jako tako funkcjonować. Kiedy wejdziemy do dżungli będą nas nachodzić pewnie kilka razy dziennie.

Dzisiaj postanowiliśmy zobaczyć wreszcie wybrzeże Morza Karaibskiego. Po ponad godzinnej jeździe wynajętym busem dotarliśmy do niewielkiej nadmorskiej miejscowości turystycznej. Obraz nędzy i rozpaczy – tak można określić to, co dumnie nazywa się karaibską plażą. Brud, fury śmieci, koparki pracujące dookoła… Nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Pewnie znaleźliśmy się w nie odpowiednim miejscu, pewnie gdzieś indziej jest fajnie… Może. Jedynie woda nie zawiodła, ciepła, słona i bajecznie czysta.

Powoli przyzwyczajamy się do miasta. Już nie zaskakuje nas wszystko dookoła. Zaczynamy patrzeć na miasto innym wzrokiem. Wczuwamy się w południowo amerykański klimat i Caracas zaczyna się nam podobać… Zawsze twierdziłem, że to ludzie stanowią o miejscach, które się odwiedza. Kolejny raz przekonałem się, że to prawda. Spotykamy się z dużą serdecznością i bezinteresownością. Nie licząc problemów z cargo wszyscy są O.K. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze – przed wyjazdem na południe – napisać kilka słów o Caracas. Dla zachęty powiem, że głównym środkiem komunikacji osobowej w mieście są… pamiętające jeszcze Elvisa Presleya chevrolety…

do przeczytania następnym razem
Piotrek Trybalski, Caracas, 3 października 2002

TAGS Wenezuela
Prev Post
Tepui 2002 - Caracas
Next Post
Tepui 2002: Gdzie diabeł nie może... tam MSZ pośle

Related

Zapisy na warsztaty fotograficzne w 2026 roku
Aktualności
Zapisy na warsztaty fotograficzne w 2026 roku
Premiera mojej książki „BUNT – O Polkach, które zdobywały Himalaje”
Aktualności
Premiera mojej książki „BUNT – O Polkach, które zdobywały Himalaje”
Zapisz się na warsztaty fotoreportażu na Świętej Górze Grabarce
Aktualności
Zapisz się na warsztaty fotoreportażu na Świętej Górze Grabarce
Footer image
Piotr Trybalski - fotograf, pisarz, reporter
Cześć, nazywam się Piotrek Trybalski, zajmuję się tym, co w mowie angielskiej określa się mianem “photojournalism”, zaś w naszej – fotografuję i piszę, zazwyczaj w podróży. Wiele lat temu stworzyłem OnetPodróże, pisałem i fotografowałem m.in dla: “Outside”, „Polityka”, “Przekrój” „National Geographic”, National Geographic Traveler, „Podróże”, „Focus Historia”, „Magazynu Górskiego”, „Ski”, “Witaj w podróży”. Jestem autorem książek, m.in. „Fotograf w podróży”, “Podróże z Adrenaliną”, “Ja, pustelnik“, "Gdyby to nie był Everest,,,", prowadzę warsztaty fotograficzne i fotowyprawy.
©2026 PIOTR TRYBALSKI
Moja nowa książka
Andrzej Zawada himalaista biografia

Leszek Cichy zimowy Everest

Zimowa wyprawa na K2 Polska



Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.
Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.
Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.
Pod moją redakcją

Zobacz co jest w środku i kup. Kliknij.

Drag to scroll

Dismiss
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.Zamknij